Luźne ciekawostki motoryzacyjne pokazują, że historia samochodów to nie tylko silniki, prędkość i dane techniczne. To także absurdalne przepisy, nietypowe pomysły, wielka pasja oraz odrobina ekscentryczności.

Historie, w które trudno uwierzyć
Niektóre fakty brzmią jak scenariusz komedii, choć wydarzyły się naprawdę. Oto sześć opowieści, w których motoryzacja spotyka się z improwizacją, ambicją i ludzkim poczuciem humoru.
-
Człowiek z czerwoną flagą wyprzedzał samochód
W 1865 roku brytyjska ustawa Locomotives on Highways Act nakazywała, aby przed parowym omnibusem biegła osoba ostrzegająca przechodniów. W dzień trzymała czerwoną flagę, a po zmroku latarnię.
Przepis ograniczał prędkość takich pojazdów do około 3 km/h w mieście i 6 km/h poza nim. Sam omnibus mógł osiągać mniej więcej 25 km/h, ale jego kierowca musiał podporządkować się regulacjom. Motoryzacja zaczynała więc od sytuacji, w której pieszy oficjalnie prowadził samochód… przynajmniej z punktu widzenia przepisów.
-
Porsche pomalowane jak tusza wieprzowa
Porsche 917/20, znane jako Pink Pig, otrzymało różowe malowanie przed wyścigiem w Le Mans w 1971 roku. Projektant Anatole Lapine podzielił nadwozie liniami przypominającymi elementy tuszy wieprzowej.
Na karoserii zaznaczono między innymi szynkę, golonkę, łopatkę i schab. Samochód nie odniósł wielkich sukcesów sportowych, ale jego wygląd sprawił, że stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aut wyścigowych w historii Porsche.
-
Rolls-Royce trafił do pracy przy śmieciach
Według popularnej historii indyjski maharadża Jai Singh poczuł się zlekceważony podczas wizyty w salonie Rolls-Royce’a w Londynie. W ramach rewanżu miał kupić dziesięć samochodów tej marki i wysłać je do Indii.
Luksusowe auta wykorzystano tam do zbierania odpadów. Opowieść bywa przedstawiana jako anegdota, dlatego szczegóły nie są pewne, ale sam motyw doskonale pokazuje, jak nietypowe zastosowania przypisywano samochodom kojarzonym z najwyższym prestiżem.
-
Pickup powstał z myślą o niedzieli i świni
W 1933 roku do Ford Australia trafił list od żony farmera. Pytała, czy można zbudować samochód, którym w niedzielę da się pojechać do kościoła, a w poniedziałek przewieźć świnię na targ.
Lew Bandt przygotował pojazd łączący zamkniętą kabinę z otwartą skrzynią ładunkową. Tak powstał model uznawany za pierwszy typowy australijski pickup. Jedna rodzinna potrzeba połączyła elegancki samochód osobowy z funkcją gospodarczego transportera.
-
Volvo P1800 przejechało ponad pięć milionów kilometrów
Volvo P1800 należące do Irvina Gordona trafiło do Księgi rekordów Guinnessa dzięki ogromnemu przebiegowi. W 2014 roku odnotowano wynik 4 890 992 km, czyli 3 039 122 mile.
Po 52 latach użytkowania licznik samochodu wskazywał około 5,15 mln km. To nie był wynik uzyskany podczas jednego rajdu, lecz efekt regularnej eksploatacji auta przez tego samego właściciela. Trudno o bardziej dosłowny dowód przywiązania do samochodu.
-
Lusterko wsteczne zastąpiło mechanika
Podczas wyścigu Indianapolis 500 w 1911 roku kierowca Ray Harroun zrezygnował z obecności mechanika jadącego obok niego. Zamiast człowieka obserwującego drogę za autem zamontował na pojeździe zwykłe lusterko.
Rozwiązanie zmniejszyło masę samochodu, a kierowca mógł sam kontrolować sytuację z tyłu. Pomysł okazał się na tyle użyteczny, że lusterko szybko przestało być wyłącznie wyścigowym eksperymentem i stało się wyposażeniem codziennych aut.
-
Korek w São Paulo miał 344 kilometry
Wielkie miasta znają korki, ale São Paulo potrafiło nadać temu zjawisku zupełnie nową skalę. Odnotowany tam zator miał aż 344 kilometry długości i został uznany za jeden z najdłuższych znanych korków świata.
Przy takiej długości określenie „utknąłem w korku” przestaje być zwykłą wymówką. W praktyce oznaczałoby to podróż, podczas której kierowca mógłby przejechać przez kilka dużych miast, a mimo to wciąż pozostawać w tym samym zatorze.